piątek, 9 lutego 2018

Pies Jasińskich

Szedłem przez las, spacer jak co wieczór. Wciąż pod wrażeniem niezwykle intensywnej rozmowy z ekspedientką w moim sklepie na wsi, która prosto w oczy, wyraźnie zażenowana, powiedziała mi, że powinienem coś zmienić w swoim życiu.

No to, stara ruro, zmieniłem. Na drugim skrzyżowaniu skręciłem w prawo. A zawsze wybierałem lewo. Mam nadzieję, że jesteś dumna.

Szedłem już ze trzy godziny. Lubię chodzić. Chodzenie sprawia, że coś się dzieje. Obraz się zmienia, ścieżka dźwiękowa też, bo inaczej skrzypią buty pod innymi gałęziami i inne ptaki siadają na innych drzewach. Inne ptaki to inne piosenki.

Z północy nadbiegł pies, owczarek niemiecki. Spodziewałem się za nim żołnierza ubranego w mundur z dwiema błyskawicami, ale po chwili się zorientowałem, że to już kurwa nie jest rok 1939.

Znałem tego owczarka. To Fifi, pies Jasińskich. Dziwna rodzina, para zacofanych zgredów. Mają syna, który studiuje niby gdzieś w Ameryce. Od dawna go nikt nie widział, chociaż jak wyjechał miał trochę za mało lat, żeby studiować. Ale co mnie to obchodzi. Zawsze chodził w żółtej kurtce. Żaden ze mnie Arkadius, ale noszenie żółtych kurtek powinno być karane. Wyglądał jak wielki kurczak. Zawsze jak go widziałem, robiłem się głodny.

Pies podbiegł do mnie i patrzy mi prosto w ślepia. Od dobrych 8 lat tak robi ludziom, zawsze prowadzi ich w to samo miejsce. Kiedyś nawet policja wierzyła, że o coś mu chodzi, więc zbadała ten teren, ale była taka zima, że odechciało im się grzebania w tym śniegu. Słusznie, co będą się chłopaki przemęczać przez psa, co to nawet nie jest nasz, tylko niemiecki.

Poszedłem za nim. Hej, stara ruro zza lady! To już druga zmiana w moim życiu. Mam nadzieję, że jesteś dumna, i że jutro umrzesz na zawał.

Doszliśmy. Zatrzymał się i położył na ziemi. O co ci chodzi, Fifi? Kładziesz się na liściach, wyglądasz jakbyś kręcił teledysk disco polo. Popatrzył na mnie i daję głowę, że mnie zrozumiał, bo szybko wstał zawstydzony z tych liści.

Fifi, ja spadam - powiedziałem. Nie mam ochoty tu z Tobą siedzieć i gapić się w niebo. Ale kiedy się odwróciłem, zaczął szczekać.

Kopał w tych liściach jak jakiś świr. Myślałem, że jest głodny, a tam zakopał kość czy coś takiego. Jasińscy żałują psu żarcia?

Przekopał liście, zaczął przerzucać ziemię. Fifi, naćpałeś się? I znowu daję głowę, że mnie zrozumiał, bo przerwał i spojrzał na mnie z wyrzutem. Psy chyba nie lubią, kiedy się je oskarża o ćpanie.

Coś znalazł. Zaszczekał. No dobra, co mi szkodzi. Podchodzę. Dokopał się do jakiejś płachty, wyglądała jak prześcieradło. No i co ja mam z tym zrobić, przyjacielu? Prześcieradła to ja w domu mam, na co mi to?

Zaszczekał jeszcze raz i nie pozwolił mi odejść. Teraz wiem skąd przydomek "niemiecki". Kopał jakby chciał rozedrzeć te białą szmatę. No to mu pomogłem.

O kurwa.

Żółta kurtka.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Gorączka.

Mam gorączkę. Nie hipsterskie 36,9, ale intensywne 38,8. Widzę coraz słabiej, czuję coraz mniej, rozumiem za to coraz więcej.

Podobno stan gorączkowy (podgorączkowy?) jest takim momentem, kiedy majaczymy i widzimy rzeczy, których nie ma. Ja tak trochę miałem. Nie zobaczyłem w moim kraju demokracji co prawda, bo miałem zbyt niską, temperaturę, ale zjawił się on.

Nie widziałem ojca ze 30 lat. Mam ze 30 lat. Prawda jest taka, że nie widziałem skurwola nigdy.

I wbrew temu, co słyszałem od celebrytów, których pytano co by zrobili, gdyby zobaczyli nagle swojego ojca/matkę po latach, nie miałem przygotowanej odpowiedzi.

"Zajebałbym mu i spytał czemu go nie było" - to pierwsza myśl.

niedziela, 29 października 2017

Głupio Ci?

Jesteś kukiełką.
Jesteś niczym.
Nie jesteś sobą.

Wypowiadasz słowa, które Ci się nie podobają. Słuchasz ludzi, których nie możesz znieść. Uśmiechasz się w momentach, gdy w środku wszystko ryczy jak nastolatka na widok tego lalusia, co ma imię jak Timberlake, a głos jak ktoś zupełnie inny. 

Patrzysz na rzeczy, których nie lubisz. Dotykasz rąk, którym nie ufasz.

wtorek, 24 października 2017

Wychodzę

Wychodzę.

Z cienia, z piwnicy, z podziemia, z jakiegoś pieprzonego bunkru.

Bunkra? Jebać gramatykę, nigdy francy nie lubiłem.

Czułem jakiś ucisk przez ostatnie lata. Jakby ktoś uwięził starego poczciwego Franka w małej kwadratowej celi bez okien. A ja nie widzę przez ściany. Widzę przez czaszki, potrafię czytać z oczu, ale ni chuja nie mogę nauczyć się przebić wzrokiem betonowych murów.

Nie chcę nikogo obwiniać. Ale wiem czyja to wina.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Szła do domu

Szła do domu. Tak jej się wydawało. Czuła, że to właśnie w tym kierunku ma zmierzać. To tam miało czekać na nią chociaż kilka kropel szczęścia. 

Od miesięcy padał na nią deszcz przeznaczenia. Brzmi górnolotnie, ale też nie chodzi o drobnostki. Wszystko sypało się jak pojebane. Ale dzisiaj czuła, że jest inaczej. Szła do domu. 

Do jego domu. 

piątek, 30 czerwca 2017

Gdzie jesteś Frank?

Gdzie jesteś Frank? - pytali czasami.

Jedni mówili, że pewnie trafiłem do zakładu dla obłąkanych, bo podobno obłakany byłem zawsze - tak mi mówiły te świry. 

Drudzy, popijając czystą bez lodu, pisali, że zapiłem się na śmierć. 

Jeszcze inni mówili, że mnie zamknęli. Podejrzewali, że w końcu nie wytrzymam i zrobię coś głupiego. W sumie, zrobiłem. 

czwartek, 13 października 2016

Wierzysz w duchy?

Widziałem setki filmów o duchach. Dobra, widziałem kilka, ale to nie o to chodzi. Już nawet będąc małym dzieciakiem siadałem ze znajomymi w ciemnym pokoju i udawaliśmy, że przywołujemy postaci z zaświatów. Nigdy nam się nie udało. Czekaliśmy na scenę niczym z horrorów, kiedy po słowach "duchu, przybywaj" pęka szyba w oknie albo spada zegar ze ściany. Nic się nie stało.

Ale znam chłopca, który dużo pisze. Pisze o różnych rzeczach, ludzie to czytają, lubią. I ten chłopiec stracił ojca wiele lat temu. Dziś nie jest już chłopcem, ale dalej pisze. Pewnego dnia, jako dorosły mężczyzna dręczony jakimiś nowymi dorosłymi problemami, z którymi nikt nie nauczył go walczyć, usiadł do kartki.