poniedziałek, 4 grudnia 2017

Gorączka.

Mam gorączkę. Nie hipsterskie 36,9, ale intensywne 38,8. Widzę coraz słabiej, czuję coraz mniej, rozumiem za to coraz więcej.

Podobno stan gorączkowy (podgorączkowy?) jest takim momentem, kiedy majaczymy i widzimy rzeczy, których nie ma. Ja tak trochę miałem. Nie zobaczyłem w moim kraju demokracji co prawda, bo miałem zbyt niską, temperaturę, ale zjawił się on.

Nie widziałem ojca ze 30 lat. Mam ze 30 lat. Prawda jest taka, że nie widziałem skurwola nigdy.

I wbrew temu, co słyszałem od celebrytów, których pytano co by zrobili, gdyby zobaczyli nagle swojego ojca/matkę po latach, nie miałem przygotowanej odpowiedzi.

"Zajebałbym mu i spytał czemu go nie było" - to pierwsza myśl.

niedziela, 29 października 2017

Głupio Ci?

Jesteś kukiełką.
Jesteś niczym.
Nie jesteś sobą.

Wypowiadasz słowa, które Ci się nie podobają. Słuchasz ludzi, których nie możesz znieść. Uśmiechasz się w momentach, gdy w środku wszystko ryczy jak nastolatka na widok tego lalusia, co ma imię jak Timberlake, a głos jak ktoś zupełnie inny. 

Patrzysz na rzeczy, których nie lubisz. Dotykasz rąk, którym nie ufasz.

wtorek, 24 października 2017

Wychodzę

Wychodzę.

Z cienia, z piwnicy, z podziemia, z jakiegoś pieprzonego bunkru.

Bunkra? Jebać gramatykę, nigdy francy nie lubiłem.

Czułem jakiś ucisk przez ostatnie lata. Jakby ktoś uwięził starego poczciwego Franka w małej kwadratowej celi bez okien. A ja nie widzę przez ściany. Widzę przez czaszki, potrafię czytać z oczu, ale ni chuja nie mogę nauczyć się przebić wzrokiem betonowych murów.

Nie chcę nikogo obwiniać. Ale wiem czyja to wina.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Szła do domu

Szła do domu. Tak jej się wydawało. Czuła, że to właśnie w tym kierunku ma zmierzać. To tam miało czekać na nią chociaż kilka kropel szczęścia. 

Od miesięcy padał na nią deszcz przeznaczenia. Brzmi górnolotnie, ale też nie chodzi o drobnostki. Wszystko sypało się jak pojebane. Ale dzisiaj czuła, że jest inaczej. Szła do domu. 

Do jego domu. 

piątek, 30 czerwca 2017

Gdzie jesteś Frank?

Gdzie jesteś Frank? - pytali czasami.

Jedni mówili, że pewnie trafiłem do zakładu dla obłąkanych, bo podobno obłakany byłem zawsze - tak mi mówiły te świry. 

Drudzy, popijając czystą bez lodu, pisali, że zapiłem się na śmierć. 

Jeszcze inni mówili, że mnie zamknęli. Podejrzewali, że w końcu nie wytrzymam i zrobię coś głupiego. W sumie, zrobiłem.