czwartek, 13 października 2016

Wierzysz w duchy?

Widziałem setki filmów o duchach. Dobra, widziałem kilka, ale to nie o to chodzi. Już nawet będąc małym dzieciakiem siadałem ze znajomymi w ciemnym pokoju i udawaliśmy, że przywołujemy postaci z zaświatów. Nigdy nam się nie udało. Czekaliśmy na scenę niczym z horrorów, kiedy po słowach "duchu, przybywaj" pęka szyba w oknie albo spada zegar ze ściany. Nic się nie stało.

Ale znam chłopca, który dużo pisze. Pisze o różnych rzeczach, ludzie to czytają, lubią. I ten chłopiec stracił ojca wiele lat temu. Dziś nie jest już chłopcem, ale dalej pisze. Pewnego dnia, jako dorosły mężczyzna dręczony jakimiś nowymi dorosłymi problemami, z którymi nikt nie nauczył go walczyć, usiadł do kartki.

niedziela, 3 lipca 2016

Koń szósty, dziewiąta gonitwa.

Mam kolegę, który całe życie bawi się w hazard. Zgarnia na tym całkiem niezłe pieniądze, więc w obliczu kryzysu w moim portfelu, postanowiłem do niego zadzwonić i poprosić o jakiś dobry zakład na weekend. Powiedział mi, że ma swoje magiczne przeczucie, że koń szósty w dziewiątej gonitwie może sprawić niespodziankę i wygrać. Mówi "zapisz sobie, zgarniemy duże pieniądze". Zapisywać nie musiałem, bo przecież nie jestem głupi - poszedłem feralnego dnia na Służewiec.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Zmieniłem się.

Zmieniłem się. Coraz rzadziej mam ochotę mówić. Coraz częściej mam ochotę myśleć. Ale wnioski, które wyciągam, zostawiam sobie na własność. Bo ludzie są zdrowi chorzy.

piątek, 17 czerwca 2016

Pazdinho, czyli jak zostałem królem?

Kto do wczoraj był trochę jak stara mazda?
Michał Pazdan!
Przez kogo niejeden kibic niemal zawału zaznał?
Michał Pazdan!

A kto jest dzisiaj Polski gwiazda?
Michał Pazdan!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Lans, czyli żul na rowerze.

Widziałem dzisiaj żula na rowerze. To samo w sobie brzmi głupio. Żul był pijany jak bela, jechał zygzakiem, pomimo prędkości 0,1 km na godzinę. Na wątpliwie ostrym zaklęcie soczyście przypierdolił całym ciałem o beton.

Podchodzę do żula i pytam.
- W porządku wszystko?
- Żyję, żyję.
- No widzę, że żyjesz. A po cholerę jedziesz tym rowerem najebany?
- Lans..

niedziela, 29 maja 2016

O tym jak Janek poszedł do lasu.

Janek swego czasu poszedł na grzyby do lasu,
Było jednym z jego marzeń, żeby zostać se grzybiarzem
Zebrał kilka borowików, gdy zachciało mu się siku
Ale gdy tak sobie sikał, zobaczył przed sobą dzika

Dzik był duży, chyba locha, obok małe, które kocha
Zobaczyła Janka świnia, za niepokój go obwinia
Janek wylać się nie zdążył, widząc że pani dzik krąży
zwiał na drzewo szybko bowiem znał popularne przysłowie

wtorek, 24 maja 2016

Frustracjo, ożeń się ze mną.

Znalazłem idealną partnerkę.

Rządzi mną jak Tusk Europą. Beznadziejnie, ale nie jestem w stanie za chuj tego zmienić, nie mam nic do gadania.
Nawet jeśli to do mnie należy ostatnie zdanie w tym związku, to brzmi ono "Tak, kochanie, masz rację, zróbmy jak zechcesz".
Nie lubi moich kumpli, uważa, że każdy z nich jest nikim. I kiedy jest ze mną, nie zapomina o tym, żeby im to przekazać.

Ale..

poniedziałek, 29 lutego 2016

janusz, który nienawidził luster.

Opowiem Wam o Januszu. Jakie "Wam", po co ta wielka litera? Przecież jesteście maluchy. Więc. Opowiem wam o Januszu. Janusz zresztą też nikim wielkim nie był, więc i jego z wielkiej pisał nie będę.
Opowiem wam o januszu.

janusz całe życie bał się albo nienawidził luster. Najpierw powybijał wszystkie te, które były w jego domu. Kiedyś nawet rzucił butem w witrynę sklepową, w której odbił się jego znienawidzony przez siebie samego pysk. Butem, co za cymbał. Ale witryna się rozbiła.

Psychiatra polecił januszowi wybrać się gdzieś na wakację. Spierdolić od wszystkiego, z dala od miasta, gdzie co chwilę wyskakuje zza rogu jakaś witryna sklepowa, jakaś szyba i inne przezroczyste bajery.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Legenda o smutnym starcu.

Starzec, 82 lata kończył w tym roku. Staszek się nazywał. Nazwisko miał jakieś słowiańskie, ale nie pamiętam. Nieważne, Staszek i tak zaraz umrze.

Staszek całe życie był jakiś kurwa smutny. Smutny był na swojej pierwszej komunii świętej, smutny był na swoim ślubie, smutny był na pogrzebie swojej żony. Zwłaszcza to ostatnie było zadziwiające, bo żona Staszka to straszna jędza była. Staszek chciał ją nawet pokroić, zamrozić, a potem zakopać pod blokiem, ale małżonka zrobiła go w przysłowiowego chuja. Zmarła na atak serca, trzy dni przed tym, kiedy Staszek planował zabawić się w psychopatę. I dlatego Staszek na pogrzebie żony był smutny. Planował tego dnia machać tasakiem na lewo i prawo, potem wykopać wielki dół. A zamiast tego siedział w kościele, ubrany na czarno i musiał po kryjomu obierać cebulę w kieszeni marynarki, żeby nie powiedzieli, że nie płakał za żoną. Oczy piekły jak skurwysyn!