wtorek, 10 czerwca 2014

Love story.



Bartek miał 19 lat. Kochał Zosię. Też miała 19 lat. Michał z kolei miał lat 21 i był bratem Zosi. Bartka nie znosił. Karolina zaś była ex dziewczyną Bartka. Teraz kochał się w niej Michał. Zosia jej nie znała, więc nie mogła jej nie lubić. Bartek miał w Karolinę wyjebane. Ona nie wiedziała o uczuciach Michała.

Nadążasz? Lecimy dalej.

Bartek i Michał grali kiedyś razem w drużynie. Ale to nie dlatego Michał nie lubi Bartka. Nie lubi go przez to, że ten źle traktował Karolinę, czyli dziewczynę, do której coś czuł. Nie wiedział co to, ale fajne było.
Postanowił jej to powiedzieć. Zaprosił ją do restauracji, zgodziła się. W tym samym dniu, w tej samej restauracji umówili się Bartek i Zosia. Siedzieli po dwóch różnych stronach knajpy, więc nawet się nie zobaczyli. Zosia i Michał, choć byli rodzeństwem, nie rozmawiali ze sobą na tematy sercowe. Więc nie wiedzieli, że spotykają się w tym samym miejscu o tej samej godzinie. A właśnie, bo to godzina ta sama była.

Więc, tak sobie siedzieli. Michał z Karoliną, Bartek z Zosią. Gadka się klei, śmiechu co nie miara. Pięknie wszystko. Niestety.

Do knajpy wpadło trzech zamaskowanych bandytów. Bo to jedna z najbogatszych knajp w mieście była. Terroryzowali ludzi, kazali im leżeć na glebie. Chcieli kasy, ale właściciel nie bardzo chciał ją oddać. Zaczęła się awantura. 

Jeden z terrorystów miał przypięty gaz łzawiący przy pasku do spodni. Przechodząc obok jednego ze stolików, zahaczył o niego i gaz wypadł, uderzając o ziemię. Debil, przestraszył się, że wpadła policja czy coś, zaczął strzelać na oślep. Jego kumple też spanikowali i też zaczęli strzelać na oślep. Kule latały jak misie pluszowe na parkiet po tańcu Dawida Kwiatkowskiego i jego partnera w tej telewizji ze słoneczkiem. Kiedy gaz rozpłynął się w powietrzu, a kurz opadł, właściciel baru ujrzał pole po bitwie. 

Gości było może kilkunastu w tym czasie. Wszyscy zginęli. I Bartek, co kochał Zosię. I Michał, co Bartka nie kochał, Zosie miał gdzieś, a Karolinę chciał mieć na zawsze. No i Zosia, i Karolina. 

Jak dwa Romee i dwie Julie. Albo dwóch Romeów i dwóch Juliów. Albo dwie Julie i dwóch Romanów, bardziej po polsku. Nieważne, nie żyją. Ah, cóż to za love story.

niedziela, 25 maja 2014

Spacer przez życie.



Wstałem rano. Znaczy to nie było rano. Jakoś 13 chyba. Całą noc nie mogłem spać. Całą noc oglądałem sufit i zastanawiałem się czy cokolwiek się w nim zmieni. Nie zmieniło się nic.

Żeby zasnąć muszę mieć kompletną ciszę. A w nocy co chwile jakiś samochód pod oknem, jacyś pijani małolaci. I ta dziewczynka z góry, co od kilku dni ma kaszel.

Śniło mi się, że mam dziecko. Beka, ja? Przecież nie umiałbym się zaopiekować świnką morską, a co dopiero dzieckiem.

Potem śniło mi się, że życie jest piękne, a wszyscy ludzie się kochają. Koszmar. Takie miałem sny.
Wychodząc z klatki mijałem kilku sąsiadów. Pedałów spod szóstki, co szli do taksówki, czekającej przed klatką. Wacusia spod piątki, co chciał ode mnie piątaka na jakieś tanie wino. I Baśkę aka Ozzy Osbourne spod dwójki. Naćpana jak pierdolony kot, który biega za laserem. 

Wyszedłem z domu. Szedłem ulicą Klawą obok szpitala. Nigdy tam nie byłem. 

Potem mijałem jezioro. Znaczy to jest staw, ja nazywam go jeziorem, bo stawy to są kurwa w kolanach i łokciach. Pływał w nim jakiś mały brzydki chłopiec. 

Następnie minąłem hotel. Przed drzwiami leżało coś, co wyglądało jak pułapka na szczury. Dziwactwo. W środku chyba nikogo nie było. Ale z drugiego piętra machał mi jakiś idiota, który pytał jak tam wczorajszy finał LM, bo nie miał jak oglądać. W ręku trzymał nóż, chyba smarował ketchupem kanapki przed chwilą. Ten nóż wypadł mu. Nie wiem czemu, podniosłem go i poszedłem dalej.

Potem był las. A za nim jakiś dom. Jeden, jedyny. Wszedłem do środka i zobaczyłem psa. Skoczył na mnie, broniłem się tym nożem. Padł jak zabity. W sumie to był zabity. Spierdoliłem stamtąd. 

Przeczytałeś? Przeczytałaś? Teraz poczytaj sobie resztę. A jak już czytałeś albo czytałaś, to wiesz o co chodzi. Jestem Frank, a tak naprawdę Darek, nienawidzę tego imienia. Jestem każdym na tym blogu, jestem nikim w życiu. Jestem wszystkim. I jebać to.

środa, 14 maja 2014

Mówiłem, żeby tam nie szła.

Jestem Darek. Mówią, że jestem psychopatą.

Spotkałem dziś dziewczynę. Piękną, szczupłą blondynkę z długimi nogami. Spytała mnie o drogę do najbliższego hotelu. Szybko wskazałem jej Hotel Pułapka. Był dość blisko, kilkaset metrów wzdłuż głównej drogi. Powiedziałem jej, że idę w tamtą stronę, więc mogę ją odprowadzić. I poszliśmy..

W mieście było już szaro, zbliżała się godzina dziewiętnasta. Szliśmy niemal bez słowa, non stop patrzyłem na jej piękne włosy. Mówiła, że przyjechała z daleka i jutro ma jakieś spotkanie w sprawie pracy. Kiedy doszliśmy do hotelu, powiedziałem jej, żeby tam nie szła. Spytała: dlaczego?

"W tym hotelu jakiś czas temu straszyło" uśmiechnąłem się. Stwierdziła chyba, że żartuję, bo uśmiechnęła się również i weszła do środka. Za nią zatrzasnęły się drzwi. W recepcji stałem ja.

Zapomniałem jej powiedzieć, że to mój hotel. Jakoś wyleciało mi z głowy. To, że w nim straszy, przecież jej powiedziałem. Zawsze coś.

Przestraszyła się. Ale powiedziałem jej, że nie ma się czego bać.. póki co. Dostała pokój numer 203. Lubię tę liczbę, nie wiem czemu. Dobrze mi się kojarzy.

W pokoju czekał na nią Albert. Mój pomocnik. Straszny wariat, lubi piłkę nożna i zjadać ludzi. A że telewizji nie mieliśmy, nie miał gdzie oglądać piłki. Więc zajął się swoją drugą pasją.

Mówiłem jej, żeby tam nie szła..

wtorek, 4 marca 2014

Jezioro marzeń.

Michał miał 12 lat. Od kilku lat mieszkał z rodzicami w domku nad jeziorem. Pewnego razu w odwiedziny przyjechała ciocia Basia z Kasią - 10 letnią córką. Dzieciaki zawsze się lubiły, od razu wyleciały na podwórko, by się bawić.

Michał był świetnym pływakiem, odkąd zamieszkał tu z rodzicami, niemal codziennie pływał w jeziorze. Dziś chciał zabrać ze sobą Kasię. Mama dziewczynki zgodziła się, ufała córce i wiedziała, że pod opieką Michała jest bezpieczna.

Dzieciaki ochoczo wskoczyły do wody. Po kilkunastu minutach mała Kasia zaczęła krzyczeć. Złapał ją skurcz w nodze, który utrudnił jej utrzymanie się na powierzchni. Zaczęła się topić. Michał rzucił się, by jej pomóc. Kiedy zanurkował, zobaczył, że to nie skurcz utrudnia Kasi pływanie. Za prawą nóżkę trzyma ją jakiś chłopiec. Mały chłopiec, miał może z 5 lat, ale wyglądał strasznie. Siny na twarzy, kompletnie nagi.

Kiedy ujrzał Michała, złapał i jego. Teraz trzymał dwójkę małych dzieci pod wodą, próbując je utopić. Nawet taki pływak jak Michał, nie mógł się wyrwać. Skąd ten dzieciak ma tyle siły w rękach?

Dzieciom zaczęła dostawać się woda do płuc. Straciły panowanie nad ciałem i powoli osuwały się na samo dno. A mały brzydki chłopiec zniknął.

Po godzinie matki zauważyły, że dzieci nie widać w wodzie. Zadzwoniły po pogotowie, wezwały sąsiadów do pomocy. Nic nie dało się zrobić.

Rodzina Michała nie wiedziała, że wprowadza się do domu z historią. Poprzednimi właścicielami byli Johnsonowie. Legenda głosi, że pani Johnson zaszła w niechcianą ciążę. Podobno nawet urodziła i wraz z mężem bestialsko wrzuciła nagie niemowlę do jeziora. To było jakieś 5 lat temu. Rozumiesz?