piątek, 9 lutego 2018

Pies Jasińskich

Szedłem przez las, spacer jak co wieczór. Wciąż pod wrażeniem niezwykle intensywnej rozmowy z ekspedientką w moim sklepie na wsi, która prosto w oczy, wyraźnie zażenowana, powiedziała mi, że powinienem coś zmienić w swoim życiu. 

No to, stara ruro, zmieniłem. Na drugim skrzyżowaniu skręciłem w prawo. A zawsze wybierałem lewo. Mam nadzieję, że jesteś dumna.

Szedłem już ze trzy godziny. Lubię chodzić. Chodzenie sprawia, że coś się dzieje. Obraz się zmienia, ścieżka dźwiękowa też, bo inaczej skrzypią buty pod innymi gałęziami i inne ptaki siadają na innych drzewach. Inne ptaki to inne piosenki.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Gorączka.

Mam gorączkę. Nie hipsterskie 36,9, ale intensywne 38,8. Widzę coraz słabiej, czuję coraz mniej, rozumiem za to coraz więcej.

Podobno stan gorączkowy (podgorączkowy?) jest takim momentem, kiedy majaczymy i widzimy rzeczy, których nie ma. Ja tak trochę miałem. Nie zobaczyłem w moim kraju demokracji co prawda, bo miałem zbyt niską, temperaturę, ale zjawił się on.

Nie widziałem ojca ze 30 lat. Mam ze 30 lat. Prawda jest taka, że nie widziałem skurwola nigdy.

I wbrew temu, co słyszałem od celebrytów, których pytano co by zrobili, gdyby zobaczyli nagle swojego ojca/matkę po latach, nie miałem przygotowanej odpowiedzi.

"Zajebałbym mu i spytał czemu go nie było" - to pierwsza myśl.

wtorek, 24 października 2017

Wychodzę

Wychodzę.

Z cienia, z piwnicy, z podziemia, z jakiegoś pieprzonego bunkru.

Bunkra? Jebać gramatykę, nigdy francy nie lubiłem.

Czułem jakiś ucisk przez ostatnie lata. Jakby ktoś uwięził starego poczciwego Franka w małej kwadratowej celi bez okien. A ja nie widzę przez ściany. Widzę przez czaszki, potrafię czytać z oczu, ale ni chuja nie mogę nauczyć się przebić wzrokiem betonowych murów.

Nie chcę nikogo obwiniać. Ale wiem czyja to wina.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Szła do domu

Szła do domu. Tak jej się wydawało. Czuła, że to właśnie w tym kierunku ma zmierzać. To tam miało czekać na nią chociaż kilka kropel szczęścia. 

Od miesięcy padał na nią deszcz przeznaczenia. Brzmi górnolotnie, ale też nie chodzi o drobnostki. Wszystko sypało się jak pojebane. Ale dzisiaj czuła, że jest inaczej. Szła do domu. 

Do jego domu.